Psychiatria a postmodernizm. Dziwne powiązania w przystępnej (dla psychiatrów) formie podane.

Date:

Share post:

Bogusław Habrat

            Oprócz zapładniająco-wymuszającej postawy dra Waldemara Dudka, przyczyną powstania tego szkicu były coraz częściej powtarzające się uwagi kolegów psychiatrów o obserwowaniu przyspieszających zmian w relacjach: pacjent-lekarz oraz narastające poczucie zanikającej wspólnoty języka, celów i sposobów ich realizacji. Tłumaczenie tego problemu niewiele wnoszącym do rozumienia sedna zjawiska terminem „różnic pokoleniowych” trudno jest przełożyć na język praktyki.
            Psychiatrzy rzadko są systemowo edukowani w zakresie filozofii, historii idei i zmienności subiektywnego postrzegania swojego miejsca w świecie pociętym różnymi płaszczyznami relatywnych interpretacji. Próby rozwiązywania nurtujących problemów egzystencjalnych i kwestii społeczno-kulturowych podejmuje się zazwyczaj indywidualnie, mało konsekwentnie, w oparciu o wyrywkowe lub wręcz jednostkowe doświadczenia za pomocą amatorskich narzędzi autorefleksyjnych lub niezobowiązującej wymiany poglądów.
            Kwestią podstawową jest próba zdefiniowania, w jakich czasach żyjemy, jaka jest struktura postrzegania świata w wymiarze indywidualnym i społecznym, jakie prawa stają się dominujące, a jakie stają się anachroniczne. To pozwala na lepsze poczucie rozumienia świata, sprawczości i sensu, czyli triadę składającą sense of coherense (SOC), którego funkcją jest dobrostan i zmniejszone ryzyko chorób (także somatycznych).
            W analogii do orientacji temporalnej (proporcje między przeszłością, teraźniejszością a przyszłością) istotną rolę odgrywa orientacja światopoglądowo-filozoficzna, pozwalająca na zwiększenie wszystkich (ale przede wszystkim składowej zrozumiałości) elementów SOC. Większość z nas urodziła się, była i została ukształtowana w czasach modernizmu, co nie zawsze jest uświadamiane. Skrócona do granic akceptacji dobrego smaku definicja modernizmu sprowadza się do takich składowych jak:

  1. Dominująca rola nauki jako kryterium prawdy i podstawa podejmowania decyzji na poziomie globalnym, państwowym, społecznym, małych społeczności oraz indywidualnym. W dość skrajnej postaci wiązało się to z coraz mniej budzącym opory redukcjonizmem neopozytywistycznym (głowę warto sobie zaprzątać wyłącznie tym, co jest naukowo udowodnione, choć zakłada się, że mogą występować jeszcze byty warte naukowej weryfikacji i ew. konfirmacji). Dotyczy to również decyzji np. politycznych, ekonomicznych, narzucania i egzekwowania różnych standardów. Innym miłym dla ucha terminem zawierającym to samo jest „scientystyczny pozytywizm i hegemoniczna racjonalność”.
  2. Mit mechanizmu permanentnego postępu wynikający z refleksji historycznej i/lub ewolucjonizmu.
  3. Dość skrajny antropocentryzm („człowiek jest miarą wszystkiego”) przedkładający perspektywę ludzką (nie mylić z humanistyczną) nad perspektywę innych stworzeń (głównie zwierząt) i przyrody nieożywionej. Postmodernistyczni krytycy ex-post dodali do tego nieuświadomioną „wdrukowaną” strukturę hierarchiczną skutkującą wszelkiego rodzaju paternalizmami, poczuciem wyższości niektórych ras, narodów, kultur, płci skutkujących szeroko rozumianym kolonializmem z wymuszaniem i wyzyskiem. W psychiatrii dotyczyć to miało hierarchii lecznictwa: społeczeństwo dyktuje politykę zdrowotną, w tym decyduje, kto jest normalny, a kto jest szaleńcem oraz w jakim zakresie ogranicza się jego wolność, bez popełnienia przestępstwa i bez wyroku sądowego. Od psychiatrów oczekuje się profesjonalnego, „naukowego” opracowania narzędzi do realizowania tej polityki, a rękami ich pomagierów realizowany jest opresyjny system z prawnie usankcjonowanym wymuszaniem zachowań, sposobu myślenia i funkcjonowania społecznego. Podmiotowość pacjenta pozostaje na poziomie deklaratywnym, a nie rzeczywistym, zaś opór pacyfikowany jest łagodnym podejściem paternalistycznym tłumaczonym większą wiedzą „naukową”, która ma zobiektywizować postępowanie „dla dobra pacjenta”.

            O ile modernizm można lepiej lub gorzej opisać, zdefiniować, sklasyfikować, a nawet zaliczyć do szeroko rozumianej filozofii, to postmodernizm wymyka się próbom jednoznacznych, powszechnie akceptowanych definicji, gdyż u jego podstaw tkwi akceptacja, a czasami wręcz afirmacja pluralizmu i równoprawności wszelkich poglądów. W formie radykalnej postmodernizm poddaje w wątpliwość nawet postulat ograniczenia panakceptacji do „racjonalnych narracji wyposażonych w zdrowy rozsądek”, szydząc z trudności obiektywnego zdefiniowania zarówno racjonalności jak i zdroworozsądkowości.
            Osobiście, za najbardziej istotną cechę postmodernizmu uważam jego dekonstrukcjonizm przejawiający się w poddawaniu w wątpliwość, polemizowaniu, krytykowaniu i zwalczaniu wszelkich zastanych struktur, które do niedawna uznawano za naturalne (np. Dekalog i podobne systemy porządkujące życie społeczne w oparciu o prawdy objawione, tajemne święte księgi itp.), “zdroworozsądkowo oczywiste” (np. binarność seksualna), sprawdzone przez czas (np. struktury religijne przetrwałe przez stu- i tysiąclecia, bądź racjonalnie zasadne i sprawdzone na danym etapie rozwoju systemy społeczne, polityczne i ekonomiczne).
            Postmodernizm był początkowo terminem stosowanym do opisu nowych zjawisk w literaturze i szerzej w sztuce w USA w połowie XX wieku, natomiast w Europie raczej do opisu szerszych zjawisk kulturowych i społecznych, głównie dziwnemu dla mieszkańców Europy Środkowej i Wschodniej zafascynowaniu marksizmem i buntami lewicowymi. Ale i tu polonikum: istotnym wkładem w kształtowanie się postmodernizmu były wykłady i publikacje Zygmunta Baumanna, próbującego wyjaśnić genezę i mechanizmy zjawiska wszechogarniającej a nieuświadamianej i niezrozumianej, a postrzeganej jako zagrożenie, ponowoczesności.
            W niniejszym opracowaniu prawie zupełnie zostaną pominięte kwestie związane z tzw. postmodernizmem intelektualnym: źródła, ewolucja poglądów, wolty i zmiany stanowisk, rozważania, publikacje, dyskusje i polemiki nad subtelnymi różnicami i cieniowaniem rozważań filozofów, myślicieli, kulturoznawców, socjologów i badaczy. Ta zaniechana część może być jednak wielce inspirująca do lepszego zrozumienia siebie bliźnich i bliźnich – podopiecznych (pacjentów).
            Skupimy się bardziej nad postawami postmodernistycznymi spontanicznymi, uproszczonymi, populistycznymi, niejednokrotnie zwulgaryzowanymi, które niepokoją, mogą stanowić zagrożenie, a przede wszystkim stawiają bariery w dialogu międzyludzkim, a w naszym przypadku dialogu między szukającym pomocy, a instytucjonalnie zobowiązanych do jej świadczenia.

Rola psychiatrii w (pato-?) genezie postmodernizmu

            Zostawiwszy popisy erudycyjne na boku, nie zaczniemy od starożytnych myślicieli spekulacyjnych i zwrócimy się ku bliższemu nam Kartezjuszowi (1596-1650). Jego dualizm psychofizyczny sprowadzał się do konstatacji, że istnieją dwa rodzaje bytów: materialne, które mogą być poznawalne i badalne metodami naukowymi oraz psychiczne, duchowe, których natura jest niedostępna poznaniu naukowemu. Przez stulecia na tych samych uniwersytetach naukowcy badali materię, a teolodzy, filozofowie i myśliciele spekulowali na temat bytów niematerialnych, nie wchodząc sobie przesadnie w paradę i jedynie z rzadka dochodziło do interferencji obu obszarów poznawania świata.
Rewolucyjną, a chyba do dziś mało docenianą zmianą były odkrycia neurologów i neuropatologów, a później neurochirurgów, że za niektóre funkcje psychiczne odpowiadają konkretne struktury mózgu, ich uszkodzenia powodują konkretne deficyty poznawcze, a drażnieniem tych okolic o.u.n można stymulować nie tylko proste, ale i złożone reakcje np. emocjonalne. Wahadło przesunęło się w kierunku biologicznych interpretacji psychiki, pozostawiając coraz mniejszy margines na rozważania spekulacyjne (skądinąd czasami fascynujące i godne podziwu). Powstały m.in.: neuropsychologia, neuropsychopatologia, behawioryzm, a współcześnie weszły one w szerszy zakres zintegrowania jako neuronauki i (neuro-)kogniwistyka. Satysfakcjonujące poznanie biologiczności psychiki wydawało się tylko kwestią postępów metodologii, a ściślej narzędzi badawczych zbyt topornych do poznania złożoności struktur I funkcji mózgu.
            Choć powszechnie plasuje się kiełkowanie i kształtowanie postmodernizmu na połowę XX w., wydaje się, że jego źródeł należy upatrywać znacznie wcześniej, w kontrrewolucji psychoanalitycznej. To zajmujący się nota bene neurofizjologią Zygmunt Freund (1856-1939) skupił swe zainteresowanie na objawach konwersyjnych, których przyczyn neuropatologicznych nie był w stanie ustalić, więc wysunął hipotezę, że za część objawów chorobowych (neurologicznych i psychopatologicznych) mogą odpowiadać mechanizmy inne niż biologiczne, a konkretnie: psychologiczne, uwarunkowane środowiskowo. Stworzył zupełnie nowy aparat pojęciowy, ale przede wszystkim dokonał wyłomu i wielkiej dekonstrukcji coraz bardziej naukowego, pozytywistycznego oglądu naszej psychiki. A dekonstrukcja, i to modelu naukowego, to przecież sedno postmodernizmu.
            Wizja Człowieka odzyskała drugie płuco – niematerialistyczne. Nastąpiła znaczna dychotomia w postrzeganiu naszej natury. Zwiększały się dokonania neuronauk, rewolucja farmakologiczna doprowadziła do wyleczenia, a przynajmniej poprawiała stan osób z chorobami dotychczas nieuleczalnymi, psychoanaliza została delikatnie wypchnięta ze świata nauki, zredukowana do kosmetologii psychicznej i zaanektowana przez obszar sztuki i kultury, gdzie w świecie „prawopółkulowym” bardziej ceniono wzniosłość i efektowność skojarzeń oraz spekulacji, dowartościowanie Człowieka przez dodanie mu przymiotów ponadmaterialnych niż skuteczność w usuwaniu lub łagodzeniu objawów.
            Nadzieje związane z szybkim rozwojem procedur terapeutycznych, głównie farmakologicznych były większe niż rezultaty, a na światło dzienne wypłynęły bulwersujące doniesienia o nadużyciach psychiatrii zarówno w skali państwowej, jak i struktur, które w zamyśle miały cele humanitarne, a stały się dla części pacjentów instytucjami zniewolenia, kontrolowania zachowań, nadużyć w odniesieniu do konkretnych osób lub grup osób. Odizolowywanie i izolacja społeczna, totalitaryzowanie się instytucji, skandale z niektórymi eksperymentami psychochirurgicznymi stały się pożywką do kolejnej dekonstrukcji: w tym przypadku podważono tzw. mit choroby psychicznej (tzw. antypsychiatria m.in. R.D Lainga i T. Szasza, D. Coopera – twórcy terminu w 1967 r.), podnoszono, że szpitale psychiatrycznie zamiast leczyć z chorób, wręcz generują obłęd (Foucault).
Doszło do przemieszczenia z płaszczyzny teoretyzowania do drastycznych działań praktycznych, m.in. w USA zamknięto wielkie stanowe szpitale psychiatryczne bez zapewnienia alternatywnych skutecznych placówek pomocy, co wygenerowało wiele nietrudnych do przewidzenia skutków: zwiększenia bezdomności, przestępczości, włóczęgostwa, zaostrzenia nieleczonych chorób, podatności na problemy związane z używaniem substancji psychoaktywnych. Powszechność przebywania w miejscach publicznych osób z ewidentnymi zaburzeniami psychicznymi spowodowała swego rodzaju habituację społeczeństwa do dziwacznych zachowań i zmniejszenie obaw przed zaburzonymi, których dawniej izolowano.
Szczególnie w Stanach Zjednoczonych zjawisko używania substancji psychoaktywnych stało się na tyle powszechne, że większość osób ma za sobą doświadczenia narkotykowe, w tym często stany psychotyczne, co paradoksalnie przyczyniło się do zwiększenia tolerancji dla osób z zaburzeniami psychicznymi. Ta swoista tolerancja zaowocowała odejściem od dychotomii opartej o wartościowanie: zdrowy psychicznie vs zaburzony, na rzecz rozpowszechniających się poglądów ekologicznych, bazujących m.in. na fascynacji bioróżnorodnością. Przez analogię, coraz powszechniejsze stało się interpretowanie sposobów funkcjonowania ludzi w kategoriach neuroróżnorodności. Bez wartościowania, bez hierarchizowania, z akceptacją i równowartościowością poglądów i zachowań
            W Polsce nie docenia się roli substancji psychoaktywnych w kształtowaniu się współczesnej postmodernistycznej mentalności. Na Zachodzie przeżyto rozczarowanie rozdętymi obietnicami rozwiązania wielu problemów indywidualnych (i trochę społecznych). Zaniepokojono się natomiast tajnymi próbami służb specjalnych używania substancji psychoaktywnych do obezwładniania wojsk przeciwnika, a nawet do manipulowania własnymi obywatelami. Wymuszono mniej (np. tzw. „twarde narkotyki”) lub bardziej (np. tzw. „medyczna marihuana” albo niektóre substancje halucynogenne) skutecznie powszechny dostęp do wcześniej zakazanych środków, a przede wszystkim prawo do eksperymentowania z nimi, przerzucając kontrolę i odpowiedzialność za ew. szkody nimi spowodowane na poziom indywidualny. To istotny poziom dekonstrukcji systemu zazdrośnie strzegącego kontroli nad narkotykami podpierającego się argumentami rzekomo „rzekomonaukowymi”.
            Postępujące w większości świata procesy demokratyzacyjne powodują częściej irytację, rzadziej refleksję nad kwadraturą koła z nimi związaną: jak zapobiec, by demokracja rozumiana jako rządy większości nie przekształciła się dyktaturę większości? W wielu krajach obserwuje się wspieranie (na nieracjonalną skalę?) różnych mniejszości: etnicznych, nieheteronormatywnych, niepełnosprawnych, uznanych za (rzekomo) zaburzonych psychicznie, często kosztem rzekomo uciskających osób z większości. Ci natomiast irytują się forsowaniem „wyrównywania szans” (akcje afirmatywne przy rekrutacji na uniwersytety lub do pracy), a wręcz żądaniami rekompensaty za prawdziwe lub rzekome wykorzystywanie ich przodków różnych mniejszości.
            A co wspólnego ma z tym psychiatria? Okazuje się, że często liderami manifestacji i innych (czasem drastycznych) form oporu społecznego były osoby związane profesjonalnie z lecznictwem psychiatrycznym, które miało być soczewką powiększającą problemy społeczne: nadmierną hierarchizację, paternalizm, autorytaryzm, unikanie dialogu i współuczestniczenia pacjentów w podejmowaniu decyzji ich dotyczących, przedkładanie przesłanek społecznych nad potrzeby jednostek, stosowanie przymusu do egzekwowania zachowań niekoniecznie zgodnych z potrzebami pacjenta itp., itd. Dopiero później, wtórnie oceniano ten spontaniczny ruch narzędziami nauk społecznych i interpretowano go w kategoriach filozoficznych np. nazywając te i inne podobne zjawiska postmodernizmem.

Co postmodernizm dał psychiatrii?

            Tylko osoby z dłuższym stażem klinicznym są w stanie zauważyć pozytywny wpływ postmodernizmu na psychiatrię i czasami mają wrażenie, że młodsi koledzy z niedowierzaniem słuchają opowieści, jak dawniej wyglądały szpitale psychiatryczne, relacje między pacjentami a personelem, zakres ich praw i przywilejów.
            Prócz poprawy warunków bytowych, które są raczej wynikiem postępu i rosnącej zamożności kraju i jego instytucji, zwraca uwagę proces coraz większego upodmiotowienia pacjenta, zwracania coraz większej uwagi na zaspokajanie jego indywidualnych potrzeb, interpretowania jego zachowań, objawów, sposobu myślenia i funkcjonowania w kontekście jego indywidualnej trajektorii życiowej i uwarunkowań biologicznych oraz środowiskowych.
            Jako jeden z pierwszych w polskim piśmiennictwie na kwestię postmodernizmu w psychiatrii, a właściwie w jego córze: psychoterapii, zwrócił uwagę B. de Barbaro. Skupił się on głównie na nadziejach, jakie wiążą się z forpocztą i szybko następującymi za nią zagonami postmodernizmu. Tę nadzieję wiązał z przełamaniem barier ograniczających nasze poznanie do poziomu rutynowego zbierania wywiadu psychopatologicznego i medycznego.
Postmodernistyczne ujęcie Człowieka każe zwracać uwagę nie tylko na to, co pasuje do podręcznikowych opisów psychopatologiczno-klinicznych, ale poszukiwać jego unikalnej indywidualności, uwarunkowanej jego specyficznymi czynnikami rozwojowymi, doświadczeniami życiowymi, kręgiem kulturowym, z którego się wywodzi i dziesiątkami innych, mniej lub bardziej subtelnych czynników. Daje to nadzieję na praktyczne przełożenie lepszego poznania na bardziej skuteczną i adekwatną do potrzeb pacjenta pomoc. Pacjent może też być źródłem lepszego poznania Człowieka, Świata i samego siebie dla psychiatry.
            Innym zyskiem psychiatrii z relacji z postmodernizmem jest odejście od skupiania się wyłącznie na parametrach medycznych. Tak jak w onkologii, w części przypadków parametry medyczne (np. długość przeżycia) są mniej istotne niż jakość życia, tak w psychiatrii poprawa psychopatologiczna przestała być jedynym, a często nawet głównym celem terapii. Dodatkowo, podaje się w wątpliwość zasadność realizowania rehabilitacji, resocjalizacji, socjalizacji, szczególnie bez pytanie o zgodę pacjenta, ponieważ w ten sposób realizuje się archaiczną ideę dominacji celów społecznych nad indywidualnymi (przedmiotowość pacjenta „przywracanego” na łono społeczeństwa).
            Ten optymizm jest tylko jedną ze stron medalu. O ile postmodernizm w Sztuce i naukach o niej jest niesamowitym źródłem inspiracji artystów, a przez nich i nas (tych, którzy chcą i potrafią korzystać ze Sztuki), to ten sam prąd może nieść znaczne zagrożenia przez zrównanie subiektywizmu z wynikami badań naukowych, które w sposób maksymalny na dziś przybliżają nas (co z tego, że asymptotycznie?) do coraz bliższego poznania prawdy, a co za tym idzie, skuteczniejszej pomocy. O ile bez większego ryzyka możemy wejść w dialog, podziw lub być twórczo zainspirowanymi dziełem sztuki, to już z innym natężeniem ryzyka wchodzilibyśmy (o ile w ogóle weszlibyśmy) na most zbudowany przez nawiedzonego budowniczego, który czerpał energię z materii ożywionej i nieożywionej, a wsłuchiwanie się w rytm życia obejmowanego drzewa podpowiedziałoby mu porzucenie prawideł statyki i mechaniki na rzecz wiary, która jest energią przenikającą cały Kosmos. A wg postmodernizmu ten pogląd jest równoprawny, a nawet nieco lepszy od metodologii anachronicznych obliczeń bazujących na udowodnionych prawach.
            Dotyczy to także medycyny, w tym psychiatrii. Ich największym osiągnięciem w ostatnim stuleciu jest ujednolicenie terminologii oraz miękkie wprowadzenie standardów rozpoznawania i leczenia do powszechnej świadomości i akceptacji przez brać lekarską oraz zawody paramedyczne. Bez wątpienia, żmudnie i z ogromnym zaangażowaniem opracowywane metodologie badań, analiza ich wyników, systematyczne przeglądy piśmiennictwa i metaanalizy oraz wynikające z nich na bieżąco aktualizowane zalecenia optymalizują skuteczność procedur.
            Pierwsze standardy spotkały się z krytyką wnioskowania w oparciu o „wyidealizowanych” (do celów czystości metodologicznej) pacjentów, podczas gdy w codziennej praktyce pacjenci mają choroby współwystępujące, nie zawsze idealnie współpracują, są w różnych fizjologicznych, ale jednak wyjątkowych stanach (np. w ciąży). Z czasem i te mankamenty zostały w sposób dość satysfakcjonujący usunięte. Choć można byłoby popaść w samozadowolenie, do leczenia zaczęli przychodzić pacjenci postmodernistyczni: bardziej partnerscy, a nawet traktujący psychiatrów jedynie jako narzędzia do kierowania na ścieżki diagnostyczne lub wypisywania recept na procedury wzięte z Internetu lub zasłyszane.
            Pierwszy konflikt ma naturę po trosze ambicjonalną: pacjenci w mniejszym lub większym stopniu kwestionują nasze nabyte z trudem kompetencje zawodowe, choćby stawiając je na równi (a często i poniżej) z wiedzą nabytą w Internecie lub zdobytą z przypadkowych źródeł. Najczęstszymi reakcjami są irytacja lub dowcipkowanie na temat „doktora Google’a”, co w żaden sposób nie sprzyja rozwiązaniu tego ewidentnego konfliktu. Przybieranie postaw paternalistycznych i zasłanianie się tarczą wieloletnich studiów i doświadczeń klinicznych z kolei zdumiewa, a często irytuje postmoderniczego pacjenta.
            Drugi konflikt polega na traktowaniu lekarza jako rączki do wypisywania recept, bo z powodu niezrozumiałego dla pacjenta konserwatyzmu dostęp do niektórych leków i procedur medycznych jest sztucznie ograniczony biurokratycznie. A przecież idzie o zaspakajanie potrzeb indywidualnych, a nie społecznych lub korporacyjnych (zarobki przemysłu farmaceutycznego, spółek medycznych, lekarzy). Ta uznawana za biurokratyczną przeszkoda bywa omijana przez legalne (jeszcze) tzw. receptomaty, nieuczciwych lub nieasertywnych lekarzy oraz czarny rynek.
            Innym poważnym zagrożeniem jest dezorientacja opinii publicznej w kwestii modernistyczny redukcjonizm z jego standardami postępowania vs. postmodernistyczne równouprawnienie lub supremacja terapii o nieudowodnionych lub wręcz niemożliwych do udowodnienia: skuteczności i bezpieczeństwie. Wysyp takich terapii jest imponujący oraz budzący podziw, ale głównie pod względem kreatywności leksykalnej. Podstawy naukowe wielu terapii „holistycznych”, „całościowych”. „integrujących”, „ekologicznych”, „alternatywnych”, „nawiązujących do natury, wszechogarniającej energii kosmicznej” i „praktyk ludowych sprawdzających się od stuleci” są zazwyczaj wątłe i miałkie, spekulacyjne, naciągane i nierespektujące zasad myślenia logicznego. Dla psychiatry to temat do zastanowienia nad źródłami ich atrakcyjności i sposobami zapobiegania ich szkodliwości. Szczegółową sprawą techniczną, ale istotną, jest np. stosunkowanie się do samobójstwa opisywanego w kategoriach „przyspieszania obiegu pierwiastków w przyrodzie”. Czy posiadamy możliwości znajdowania wspólnego języka z osobami postrzegającymi świat w swoich indywidualnych kategoriach, niezbyt chętnych do posługiwania się naszym aparatem pojęciowym?
            Kolejnym niepokojącym problemem jest kwestia poglądów postmodernistycznych, których znaczna część łudząco przypomina to, co do niedawna bezdyskusyjnie kwalifikowano jako ewidentną psychopatologię, głównie zaburzenia myślenia spotykane w psychozach schizofrenicznych. Zagadnienie to dość dobrze rozwiązano badając strukturę logiczną myślenia osób ze „schizofrenicznym autyzmem”, „nieumiejętność funkcjonowania we wspólnym dla całej ludzkości świecie”. Wykazano, że osoby te nie przestrzegają praw dyscypliny logicznej z innych przyczyn niż zaniedbania wychowawcze. W domyśle: z przyczyn chorobowych. Jednak w społeczeństwie postmodernistycznym zanegowano proste, wydawałoby się naturalne uczenie posługiwania się logiką klasyczną, afirmując inne sposoby myślenia.
Do dziś pamiętam, jak przed laty czekając na autobus na jednym z amerykańskich kampusów zostałem zagadnięty przez inną oczekującą, ekstrawagancko ubraną panią. Od słowa do słowa, wystarczyła minuta bym odczuł Praecox-Gefühl i konieczność jej leczenia psychiatrycznego, choć tylko w warunkach ambulatoryjnych. Dalej gaworzyliśmy niezobowiązująco o wszechprzenikającej energii kosmosu, większej życzliwości dla naszych braci i sióstr z ekosystemu świata flory i fauny, konieczności uwzględniania ezoteryki w pracach legislacyjnych, otwartości katalogu odczuwalności swej płciowości, legalizacji wszelkich narkotyków i odrzucenia arbitralnych limitów wiekowych w ich używaniu i przełamywaniu stereotypów w dyktowanych egoizmem obawach przed wczesnymi doświadczeniami psychodelicznymi. Gdym to relacjonował jako ciekawostkę, nie spotkało się to z rechotem. Wręcz przeciwnie, okazało się, że to ciesząca się sporym poparciem senatorka. Sprawdziłem, rzeczywiście, to ona. Hmm… Teraz to na porządku dziennym, choć nasi senatorzy trochę inni…

            Terror, opresyjność i bezwzględność Naczelnego, który z konsekwencją skrajnego postmodernistycznego guru wymusza skrótowość wypowiedzi i straszliwe balansowanie między komunikatywnym upraszczaniem, koniecznością selekcji nawet najbardziej wartościowego materiału, a niebezpieczeństwem banalności, trywialności i wulgaryzacji, powoduje, że jedynie naszkicowano, a i to tylko niektóre kwestie związane z konfliktem między naszymi modernistycznymi korzeniami naukowymi a postmodernistycznym światem z postmodernistycznymi pacjentami z postmodernistyczną mentalnością. W ogóle nie poruszono kwestii praktycznych: jak sobie radzić w kwestii wystąpienia takich coraz częstszych i coraz bardziej intensywnych konfliktów.
Ale czyż łamy Psychiatry nie są najlepszym forum na podzielenie się swoimi przemyśleniami i doświadczeniami?

Zdjęcia: www.123rf.com, archiwa autorów i redakcji

REKLAMA

OSTATNIO DODANE

I Śląska Konferencja Psychiatryczna „Zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne w ujęciu interdyscyplinarnym”. 19–20.06.2026 r., Katowice

I Śląska Konferencja Psychiatryczna organizowana przez Centrum Psychiatrii im. dr K. Czumy w Katowicachpt. „Zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne w ujęciu...

XXV Lubelskie Spotkania Psychiatryczne. 14-16.05.2026, Zamość.

Zapraszamy na Jubileuszowe XXV Lubelskie Spotkania Psychiatryczne.Temat przewodni Zjazdu: „Psychiatria w czasach przełomu: zmiany, wyzwania, nadzieje”.Konferencja odbędzie się...

Między receptą a relacją. Co psychiatrzy powinni wiedzieć o psychoterapii zaburzeń osobowości?

Z dr n. med. Agnieszką Chrzczonowicz-Stępień rozmawia Weronika Kurtycz O naukowych fundamentach nowoczesnej psychoterapii, wyznacznikach skuteczności klinicznej oraz o...

IV Polski Kongres Neurologii i Psychiatrii 2026: „Jeden mózg – wspólna odpowiedzialność, wspólny język kliniczny”. 17-18.04.2026

W dniach 17–18 kwietnia 2026 r. odbędzie IV Polski Kongres Neurologii i Psychiatrii 2026, wydarzenie poświęcone nowoczesnemu, zintegrowanemu...